Historia opowiedziana przez koleżankę. Pacjent woła ją na moment do siebie, bo wstydzi się zapytać starszą pielęgniarkę:
- Przepraszam, co to są te takie mdłe tabletki, co je dostaję?
Łykał czopki przez trzy dni...
piątek, 25 stycznia 2013
środa, 16 stycznia 2013
Alfabet
Padło pytanie o karetki, to dobrze powiedzieć coś więcej w ogóle na ten temat (Szymon dał strasznie drętwy komentarz ;)). Widać jest to problem, na który warto rzucić trochę światła.
Typów karetek jest kilka: podstawowe, specjalistyczne, transportowe i neonatologiczne (P, S, T, N).
Natomiast zespoły mamy dwa: podstawowy (P) i specjalistyczny (S).
W transportowej (oznaczenie T) siedzi jakiś człowiek, niekoniecznie ratownik medyczny (może być po jakimś kursie, albo w szkole - bywa), chociaż się firmy zabezpieczają i wsadzają w nie tychże dla świętego spokoju. Ten pojazd jest zazwyczaj pusty. Wcale sobie nie żartuję - w środku są nosze, jakieś bandaże (a nuż komuś krew z nosa pójdzie) i generalnie to tyle. Czasem i tego nie ma - zdarzyło mi się jeździć za kolegę zwykłym busem, który, jak się później okazało, przemalowali tylko na biało i dali oznaczenie (T) i szklanki na dach. Podobno w tamtej firmie większość takich było - nie wierzę. Z tego, co widziałem, mieli bardzo dużo tych standardowych i nawet z ratownikiem w środku, ale to dygresja.
W podstawowej (P) siedzi zazwyczaj dwóch ratowników (albo dwóch ratowników i kierowca, chociaż obecnie powoli odchodzi się od tego i kierowcy zostają zmuszani do robienia sobie szkoły - cóż, życie...). Przy czym przynajmniej jeden musi mieć papier na koguty. Czasem zamiast jednego ratownika jest pielęgniarka. Teoretycznie jest tu wszystko, czym ratownicy mogą się posługiwać w ramach medycznych czynności ratunkowych, ale czasem szału nie ma w tej kwestii.
W specjalistycznej (S) oprócz dwóch ratowników (zamiennie ewentualnie z pielęgniarką) siedzi jeszcze specjalista (albo rezydent trzeciego przynajmniej roku) - stąd nazwa. Te karetki są lepiej wyposażone, bo mają pompy, respiratory, leków więcej. No i lekarza mają, trochę bez sensu, według mnie, ale mają. Czemu bez sensu? Bo lekarz bez diagnostyki (RTG, tomografia, USG, badania krwi) może dokładnie tyle na ulicy, ile może ratownik - czyli wsadzić pacjenta do karetki, ewentualnie coś odbarczyć więcej (chociaż to też bzdura trochę, bo nikt przy zdrowych zmysłach perikardiocentezy na ulicy nie zrobi - nie słyszałem o takich przypadkach, a to w sumie jest to 'więcej').
Karetka neonatologiczna (N) to trochę zmodyfikowana (S), bo też siedzi tam lekarz, pielęgniarka i ratownik, ale często mają inkubator zamiast noszy, no i oczywiście sprzęt odpowiada noworodkom.
Oprócz tego po niebie latają śmigłowce i samoloty, które zawsze mają skład ze specjalistą na pokładzie.
Dawniej zespół (P) to był zespół, albo bardziej poprawniej - karetka (W) - wypadkowa, a zespół (S) karetką (R) - ratunkową, stąd popularnie mówi się jeszcze na ambulansy 'erki'.
I NIE! Lekarz z karetki nie może dać recepty, ani zwolnienia. Nawet lekarz z SOR też tego nie może i takich druków nie posiada (nie posiada też wielu innych - napiszę o tym kiedyś). Później są dziwoty i klątwy, że przyjechał lekarz (albo żeśmy przyszli na oddział ratunkowy), a on mówi, że po L4 to trzeba iść do rodzinnego, kiedy to akurat nie jego wina (i specjalność też nie jego, sorry bardzo).
Typów karetek jest kilka: podstawowe, specjalistyczne, transportowe i neonatologiczne (P, S, T, N).
Natomiast zespoły mamy dwa: podstawowy (P) i specjalistyczny (S).
W transportowej (oznaczenie T) siedzi jakiś człowiek, niekoniecznie ratownik medyczny (może być po jakimś kursie, albo w szkole - bywa), chociaż się firmy zabezpieczają i wsadzają w nie tychże dla świętego spokoju. Ten pojazd jest zazwyczaj pusty. Wcale sobie nie żartuję - w środku są nosze, jakieś bandaże (a nuż komuś krew z nosa pójdzie) i generalnie to tyle. Czasem i tego nie ma - zdarzyło mi się jeździć za kolegę zwykłym busem, który, jak się później okazało, przemalowali tylko na biało i dali oznaczenie (T) i szklanki na dach. Podobno w tamtej firmie większość takich było - nie wierzę. Z tego, co widziałem, mieli bardzo dużo tych standardowych i nawet z ratownikiem w środku, ale to dygresja.
W podstawowej (P) siedzi zazwyczaj dwóch ratowników (albo dwóch ratowników i kierowca, chociaż obecnie powoli odchodzi się od tego i kierowcy zostają zmuszani do robienia sobie szkoły - cóż, życie...). Przy czym przynajmniej jeden musi mieć papier na koguty. Czasem zamiast jednego ratownika jest pielęgniarka. Teoretycznie jest tu wszystko, czym ratownicy mogą się posługiwać w ramach medycznych czynności ratunkowych, ale czasem szału nie ma w tej kwestii.
W specjalistycznej (S) oprócz dwóch ratowników (zamiennie ewentualnie z pielęgniarką) siedzi jeszcze specjalista (albo rezydent trzeciego przynajmniej roku) - stąd nazwa. Te karetki są lepiej wyposażone, bo mają pompy, respiratory, leków więcej. No i lekarza mają, trochę bez sensu, według mnie, ale mają. Czemu bez sensu? Bo lekarz bez diagnostyki (RTG, tomografia, USG, badania krwi) może dokładnie tyle na ulicy, ile może ratownik - czyli wsadzić pacjenta do karetki, ewentualnie coś odbarczyć więcej (chociaż to też bzdura trochę, bo nikt przy zdrowych zmysłach perikardiocentezy na ulicy nie zrobi - nie słyszałem o takich przypadkach, a to w sumie jest to 'więcej').
Karetka neonatologiczna (N) to trochę zmodyfikowana (S), bo też siedzi tam lekarz, pielęgniarka i ratownik, ale często mają inkubator zamiast noszy, no i oczywiście sprzęt odpowiada noworodkom.
Oprócz tego po niebie latają śmigłowce i samoloty, które zawsze mają skład ze specjalistą na pokładzie.
Dawniej zespół (P) to był zespół, albo bardziej poprawniej - karetka (W) - wypadkowa, a zespół (S) karetką (R) - ratunkową, stąd popularnie mówi się jeszcze na ambulansy 'erki'.
I NIE! Lekarz z karetki nie może dać recepty, ani zwolnienia. Nawet lekarz z SOR też tego nie może i takich druków nie posiada (nie posiada też wielu innych - napiszę o tym kiedyś). Później są dziwoty i klątwy, że przyjechał lekarz (albo żeśmy przyszli na oddział ratunkowy), a on mówi, że po L4 to trzeba iść do rodzinnego, kiedy to akurat nie jego wina (i specjalność też nie jego, sorry bardzo).
piątek, 11 stycznia 2013
Symulacja?
Ostatnio się okazało, że mimo mojej wiedzy, cienki ze mnie ratownik i żaden House (na odległość - przez Skype - ratuję nader kiepsko) i w ogóle to powinienem uczyć, skoro sam nie umiem :)
Przejdźmy do rzeczy. Czasem na zajęciach mówi się o przezskórnej stymulacji serca. Co to takiego jest? Jak to działa? Po co to komu? A na co? Też się zastanawiałem. W szpitalu, jak i w karetce działa prawo serii - to jest tak, że jak przyjedzie jeden pacjent z kamieniami w nerkach, to takich pacjentów będzie na pewno pięciu i to po kolei zazwyczaj.
Tak się stało, że akurat tego dnia mieliśmy kardiologię na SOR i każdy miał migotki, trzepotki, klekoty i tym podobne.
Kładziemy młodą dziewczynę na reanimacyjne, leki nie pomogły, będziemy pastuchem traktować częstoskurcz nadkomorowy, a mnie naszło pytanie do kardiologa (tak - nasza szefowa bez kardiologa i anestezjologa kardiowersji robić nie będzie - koniec pieśni):
- Jak wygląda przezskórna stymulacja? Wiem, że to często przy blokach robione, czasem przy migotaniach przedsionków i tym podobnych, ale nigdy tego nie ćwiczyliśmy na zajęciach.
- Nie, my tego nie robimy, bo to przyklejasz pacjentowi elektrody na klatce piersiowej i to go co jakiś czas strzela bez znieczulenia. Jak już mamy coś takiego w szpitalu, to ICD zakładamy, bo on stuknie dziesięcioma dżulami, a tak będziemy go jebać setkami co parę minut. Okej, pacjentka nam śpi, uwaga, defibrylacja... Mamy prawidłowy rytm zatokowy, czekamy aż się obudzi i wraca do nas. Następny!
Także stymulacji na SOR raczej się nie ogląda. Podobno w karetce S można - nie wiem, nie jeździłem.
Przejdźmy do rzeczy. Czasem na zajęciach mówi się o przezskórnej stymulacji serca. Co to takiego jest? Jak to działa? Po co to komu? A na co? Też się zastanawiałem. W szpitalu, jak i w karetce działa prawo serii - to jest tak, że jak przyjedzie jeden pacjent z kamieniami w nerkach, to takich pacjentów będzie na pewno pięciu i to po kolei zazwyczaj.
Tak się stało, że akurat tego dnia mieliśmy kardiologię na SOR i każdy miał migotki, trzepotki, klekoty i tym podobne.
Kładziemy młodą dziewczynę na reanimacyjne, leki nie pomogły, będziemy pastuchem traktować częstoskurcz nadkomorowy, a mnie naszło pytanie do kardiologa (tak - nasza szefowa bez kardiologa i anestezjologa kardiowersji robić nie będzie - koniec pieśni):
- Jak wygląda przezskórna stymulacja? Wiem, że to często przy blokach robione, czasem przy migotaniach przedsionków i tym podobnych, ale nigdy tego nie ćwiczyliśmy na zajęciach.
- Nie, my tego nie robimy, bo to przyklejasz pacjentowi elektrody na klatce piersiowej i to go co jakiś czas strzela bez znieczulenia. Jak już mamy coś takiego w szpitalu, to ICD zakładamy, bo on stuknie dziesięcioma dżulami, a tak będziemy go jebać setkami co parę minut. Okej, pacjentka nam śpi, uwaga, defibrylacja... Mamy prawidłowy rytm zatokowy, czekamy aż się obudzi i wraca do nas. Następny!
Także stymulacji na SOR raczej się nie ogląda. Podobno w karetce S można - nie wiem, nie jeździłem.
poniedziałek, 24 grudnia 2012
Świątecznie
Z okazji świąt, bracia ratownicy składają życzenia wszystkiego najlepszego. Przede wszystkim zdrowia, co by nie dokładać i tak już przeciążonym, biednym pracownikom służby zdrowia pracy. Szczególnie w te dni :)
A pod spodem historia świąteczna Szymona:
Historia krótka, aby nie zabierać Wam, drodzy czytelnicy, zbyt wiele czasu, który dzisiaj powinniście poświęcić rodzinom. ;)
Przed zajęciami wręczyliśmy doktorowi m. zaproszenie na wspólną, szkolną Wigilię.
Z doktorem M. omawiamy leki wykrztuśne. Do grupy tej należy m.in. gwajafenezyna.
Dr M. : Do wskazań należą długie, przewlekłe, ostre choroby dróg oddechowych.
A. : Ble! Pamiętam jak mi to mama podawała, rozpuszczone w mleku, na zapalenie gardła.
M. : Mój kolega brał to na kaca, podobno skuteczne.
Dr M. : Dopiszcie sobie do wskazań: płukanie gardła w stanach zapalnych i leczenie kaca. Życzę wam udanej Wigilii i Nowego Roku, tylko żebyście nie musieli kaca gwajafenezyną leczyć ;)
Tego też i Wam życzymy. WESOŁYCH ŚWIĄT!
Max i Szymon
A pod spodem historia świąteczna Szymona:
Historia krótka, aby nie zabierać Wam, drodzy czytelnicy, zbyt wiele czasu, który dzisiaj powinniście poświęcić rodzinom. ;)
Przed zajęciami wręczyliśmy doktorowi m. zaproszenie na wspólną, szkolną Wigilię.
Z doktorem M. omawiamy leki wykrztuśne. Do grupy tej należy m.in. gwajafenezyna.
Dr M. : Do wskazań należą długie, przewlekłe, ostre choroby dróg oddechowych.
A. : Ble! Pamiętam jak mi to mama podawała, rozpuszczone w mleku, na zapalenie gardła.
M. : Mój kolega brał to na kaca, podobno skuteczne.
Dr M. : Dopiszcie sobie do wskazań: płukanie gardła w stanach zapalnych i leczenie kaca. Życzę wam udanej Wigilii i Nowego Roku, tylko żebyście nie musieli kaca gwajafenezyną leczyć ;)
Tego też i Wam życzymy. WESOŁYCH ŚWIĄT!
Max i Szymon
środa, 19 grudnia 2012
Furosemid
Furosemid - lek z grupy diuretyków pętlowych. [amp. 20.]
Działa w obszarze pętli Henlego, zwiększa wydalanie wody, jonów sodu i potasu.
Działanie: Zwiększenie objętości łożyska naczyniowego, w konsekwencji zmniejszenie ciśnienia.
Wskazania:
- nadciśnienie tętnicze,
- obrzęki w przebiegu przewlekłej niewydolności krążenia,
- obrzęk płuc,
- obrzęk mózgu [choć nie jest w tym przypadku dostatecznie skuteczny, lepszy mannitol - przyp. Max],
- ostra lub przewlekła niewydolność nerek,
- zatrucia,
Działania niepożądane:
- zwiększenie ilości wydalanych jonów potasu - groźba hipokaliemii (hipopotasemii),
- hipotonia - zbyt duży spadek ciśnienia tętniczego,
- omdlenia,
- zaburzenia słuchu,
Przeciwwskazania:
- hipokaliemia (np.u pacjentów z przewlekłą biegunką/wymiotami),
- hipotonia,
- niedrożność dróg moczowych,
- zatrucia glikozydami naparstnicy,
Dawkowanie:
40mg i.v. (domięśniowo)
Schemat farmakoterapii w obrzęku płuc:
- Furosemid - 40mg i.v. [max 160-200mg]
- Morfina - w dawkach frakcjonowanych (max. do 10mg) i.v.
- Tlen - 10-15 l/min. w masce bezzwrotnej z dodatkowym rezerwuarem (jeżeli pacjent nie oddycha - 10-15 l/min. przez worek samorozprężalny z dodatkowym rezerwuarem)
- Nitrogliceryna 1-2 "psiknięć" ; 1-3 tabletki s.l.
Działa w obszarze pętli Henlego, zwiększa wydalanie wody, jonów sodu i potasu.
Działanie: Zwiększenie objętości łożyska naczyniowego, w konsekwencji zmniejszenie ciśnienia.
Wskazania:
- nadciśnienie tętnicze,
- obrzęki w przebiegu przewlekłej niewydolności krążenia,
- obrzęk płuc,
- obrzęk mózgu [choć nie jest w tym przypadku dostatecznie skuteczny, lepszy mannitol - przyp. Max],
- ostra lub przewlekła niewydolność nerek,
- zatrucia,
Działania niepożądane:
- zwiększenie ilości wydalanych jonów potasu - groźba hipokaliemii (hipopotasemii),
- hipotonia - zbyt duży spadek ciśnienia tętniczego,
- omdlenia,
- zaburzenia słuchu,
Przeciwwskazania:
- hipokaliemia (np.u pacjentów z przewlekłą biegunką/wymiotami),
- hipotonia,
- niedrożność dróg moczowych,
- zatrucia glikozydami naparstnicy,
Dawkowanie:
40mg i.v. (domięśniowo)
Schemat farmakoterapii w obrzęku płuc:
- Furosemid - 40mg i.v. [max 160-200mg]
- Morfina - w dawkach frakcjonowanych (max. do 10mg) i.v.
- Tlen - 10-15 l/min. w masce bezzwrotnej z dodatkowym rezerwuarem (jeżeli pacjent nie oddycha - 10-15 l/min. przez worek samorozprężalny z dodatkowym rezerwuarem)
- Nitrogliceryna 1-2 "psiknięć" ; 1-3 tabletki s.l.
czwartek, 6 grudnia 2012
Otwór
Doktor opowiada o łopatce:
- Patrzcie, moi drodzy, łopatka ma grzebień, dwa wyrostki, wcięcie, szyjkę, powierzchnię stawową, kąty, brzegi, doły. - Nagle wskazuje na dwa duże otwory. - Wiecie, jak się nazywają te otwory?
- Otwory łopatki górny i dolny?
- Nie... z łaciny nazywamy je Foramina Studentica.
Bo to otwory pozostawione przez studentów :)
- Patrzcie, moi drodzy, łopatka ma grzebień, dwa wyrostki, wcięcie, szyjkę, powierzchnię stawową, kąty, brzegi, doły. - Nagle wskazuje na dwa duże otwory. - Wiecie, jak się nazywają te otwory?
- Otwory łopatki górny i dolny?
- Nie... z łaciny nazywamy je Foramina Studentica.
Bo to otwory pozostawione przez studentów :)
czwartek, 29 listopada 2012
Pięć sekund
Pięć sekund, a w zasadzie trzy sekundy - tyle wystarczy, żeby poprzez odcięcie dopływu tlenu do mózgu spowodować utratę przytomności.
Jak to jest, przecież możemy wstrzymywać oddech na dłużej? Owszem, ponieważ tlen dalej jest uwięziony w erytrocytach za sprawą hemoglobiny, lecz według ERC po siedmiu minutach we krwi nie ma już śladu tlenu. Natomiast, kiedy odciąć mózg od krwi (na przykład poprzez ucisk na tętnice szyjne), utrata świadomości następuje prawie natychmiast - wierzcie mi, wiem, co mówię. Ważne jest zatem, by nie uskuteczniać jedynie ucisków klatki piersiowej podczas udzielania pierwszej pomocy i nosić przy sobie maseczkę. [Koszt zakupu maseczki to około 3zł. Cena niewielka, a korzyści niewspółmiernie wysokie. - przyp. Szymon]
Ps. Znacie ten mit o pięciu sekundach i jedzeniu? Podobno, kiedy podnieść tyłek z klopa na pięć sekund po zrzuceniu klocka, nie trzeba wycierać tyłka :)
Jak to jest, przecież możemy wstrzymywać oddech na dłużej? Owszem, ponieważ tlen dalej jest uwięziony w erytrocytach za sprawą hemoglobiny, lecz według ERC po siedmiu minutach we krwi nie ma już śladu tlenu. Natomiast, kiedy odciąć mózg od krwi (na przykład poprzez ucisk na tętnice szyjne), utrata świadomości następuje prawie natychmiast - wierzcie mi, wiem, co mówię. Ważne jest zatem, by nie uskuteczniać jedynie ucisków klatki piersiowej podczas udzielania pierwszej pomocy i nosić przy sobie maseczkę. [Koszt zakupu maseczki to około 3zł. Cena niewielka, a korzyści niewspółmiernie wysokie. - przyp. Szymon]
Ps. Znacie ten mit o pięciu sekundach i jedzeniu? Podobno, kiedy podnieść tyłek z klopa na pięć sekund po zrzuceniu klocka, nie trzeba wycierać tyłka :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)