poniedziałek, 23 lipca 2012

Dialogi

- Jamajczyk powiedział do mnie 'my brother'.
- Że co?
- Konkretnie to powiedział 'thank you, my brother'.
- A dredy miał?
- Nie. Był łysy.
- To jakiś chujowy Jamajczyk.

Mimo wszystko zawsze cieszymy się z aprobaty pacjentów.

poniedziałek, 9 lipca 2012

Skok na bok

Pozycja boczna.


Obrazy wg. 'Wytyczne Resuscytacji 2010' FALL, Kraków 2010

Tak powinno wyglądać przewracanie poszkodowanego na bok, do pozycji bocznej bezpiecznej. Pomiędzy bogiem (wytycznymi), a prawdą (realiami) każda pozycja w ułożeniu na boku jest dobra. Chodzi bowiem głównie o zachowanie drożności dróg oddechowych i unikniecie na przykład zadławienia się wymiocinami przez poszkodowanego.

Często ludzie przywiązują zbyt wielką wagę do spraw technicznych. Trzeba wziąć rękę tak, drugą podnieść, pociągnąć człowieka za biodro... och, chwila, na obrazku jest za kolano. Technikalia nie są ważne. Zdarzyło mi się nawet wysłuchać referatu od koleżanki, że źle pokazuję pozycję boczną, kiedy natomiast uważam, że 'moja' (czyt. nauczona przez wykładowcę) wersja była przede wszystkim łatwiejsza do zapamiętania i wykonania, oraz nie narażała na błędy. A że dłoń była ułożona inaczej? Poszkodowanego mało to obchodzi. Mógłbym równie dobrze, napotkawszy jakiegoś śmierdzącego żula, pociągnąć go za rękę z dala od chuchu z paszczy, która do tej pory w życiu nie widziała szczoteczki do zębów. Zamiast niej często bywała tam chyba szczotka do kibla.

Zatem należy pamiętać o dwóch rzeczach:
1) Poszkodowany chce oddychać (my też)
2) Jak to zrobicie, by znalazł się na boku to już drugorzędna sprawa (o ile poszkodowany nie będzie jeszcze bardziej poszkodowany), ważne, by znalazł się na boku we w miarę stabilnej pozycji, umożliwiającej oddychanie i swobodne wykrztuszanie czego tylko tam będzie nieszczęśnikowi potrzeba.

Ps. Laików zachęcam jednak gorąco do poznania tajemnic pierwszej pomocy (BLS) i mimo wszystko wykonywania czynności w sposób zakładany przez PRR. Ratownicy natomiast zawsze będą się kłócić i nie znajdą porozumienia. To dobrze - znak, że mamy wątpliwości.

niedziela, 8 lipca 2012

Lingwista

Przyznam się, a co.

Do pacjenta podczas przygotowania do zdjęcia.
- Open your mind please.
- I'm trying to...

Niezła buba.

środa, 20 czerwca 2012

Fantastycznie - naukowo

Mózg to niezwykły narząd. Tak niezwykły, że nauka do końca go jeszcze nie poznała. Fantastyczny! Uwielbiam o nim czytać i oglądać badania, podczas których się go testuje. Pewnego razu przybyła do nas pacjentka. Lekko splątana, nie pamiętała który jest rok, ani co się wydarzyło, jednak bez upośledzenia logicznego myślenia. Kiedy jechała na TK, nie pamiętała, że nim dotarła do gabinetu, jechała windą. Chwilę później nie wiedziała, że w ogóle miała TK. Ciągle tylko pytała, co się stało i gdzie jest. Zupełnie jak w "Memento".

Jako, że znaleziono jedynie stare zmiany, pacjentka wróciła do nas na obserwację.

Z rana przyszedł do niej neurolog, lecz przedtem porozmawiałem sobie z nią krótko, gdyż, po raz setny, zapytała, gdzie jest i co się stało. Nie pamiętała niczego z poprzedniej nocy, prócz faktu, że był u niej mąż. Pamiętała nawet, żeby do niego zadzwonić, po czterdziestu minutach od wyjścia, by zapytać, czy dotarł do domu. To dobitnie świadczyło, że nie zostały uszkodzone wszystkie obszary, gdyż ten odpowiadający za pamięć emocjonalną pracował jak należy. O logice świadczyło pytanie po podłączeniu kroplówki - "Mam się spodziewać, że po podłączeniu tego, może mi się chcieć później siku?".

Diagnoza - przemijające, nawrotowe zaburzenia pamięci.

Ps. Do takich pacjentów potrzeba szczególnego podejścia. Rozśmieszył mnie bowiem taki dialog.

- Przepraszam, co się stało?
- Proszę pani... Naprawdę nie chce mi się tego jeszcze raz tłumaczyć po raz pięćdziesiąty. Ma pani zaburzenia pamięci.
- Naprawdę? A gdzie jestem?
- No, proszę pani, tu, przy koledze, który potwierdzi, mówię pani już trzydziesty raz. Jesteśmy w szpitalu.
- Tak?
- Tak. I proszę już o to nie pytać.

Po dziesięciu minutach...

- Przepraszam, co się stało?

Niestety. Nie można się denerwować, że trzeba coś takiej osobie tłumaczyć trzydziesty pierwszy raz.

niedziela, 27 maja 2012

Uciekinier

Poszedłem z pewnym imprezowiczem na RTG czaszki. W momencie, kiedy miałem się z nim rozstać na moment, by mógł wejść do gabinetu, poprosiła mnie pani doktor.

- Czy mógłby pan przyjść do mnie do gabinetu?
- A w czym rzecz?
- Potrzeba mi świadka.

Świadka, czyli badanie jest niewygodne zarówno dla badającego, jak i dla badanego. W tym przypadku chodziło o USG jąder. Aby pani doktor nie została posądzona o macanki, miałem siedzieć i czytać podręcznik do ultrasonografii dopplerowskiej, albo inną, równie pasjonującą lekturę.

Wcześniej poinformowawszy, że mam pacjenta na RTG, doktor pozwoliła mi zostawić uchylone drzwi, bym mógł obserwować, co się dzieje na korytarzu. To obserwowałem, a wystarczyła chwila - odwrócenie wzroku, bym oglądał pacjenta, uciekającego z wózkiem leżącym.

Rzuciłem się w pościg.

- Gdzie się pan wybiera?
- Idę do domu. Ja tutaj siedzę, żona się martwi. Z resztą, jak mnie zobaczy, to mi wpierdoli. (Gwoli ścisłości - koszulę, i nie tylko koszulę, miał całą we krwi.)
- Niech pan chwilę poczeka. Jestem na drugim badaniu, zaraz zjedziemy na dół.
- Tak?
- Tak!

Grzecznie usłuchał. Kiedy znaleźliśmy się już na dole:

- To mnie tutaj pan do wyjścia weź wypuść.
- Ta, do wyjścia! Ja pana wypuszczę, a chirurg mnie złapie za gardło i zadusi.
- No dooobra.

Niepokojący przypadek

Do szpitala przyszła pacjentka z ZBCC, ale lekarze skrupulatnie ją badają. Po kilku zdjęciach jamy brzusznej, do gabinetu wpada chirurg.
- Niepokoi mnie pewna rzecz - mówi, wskazując na zapięcie stanika - ma pani kutasa w płucach. To bardzo poważny przypadek i trzeba to wyjaśnić.

Ps. Pacjentki nie było wtedy w gabinecie.

piątek, 25 maja 2012

Standard

Standard jest wszechobecny. Dla większości ratowników jest bogiem, a służą mu święte wytyczne. Czasem jednak, szczególnie na oddziałach, słyszy się określenia "Pół standardu", "Trzy standardy". Co to oznacza? Wszak dla ratownika standardem jest wykonywanie medycznych czynności, przewidzianych rozporządzeniem. Tymczasem ów wspomniany standard to ilość pakowanych w pacjenta leków.

Jak się go liczy? Różnie. Niektóre szpitale, ba! niektóre oddziały w tym samym szpitalu potrafią standard liczyć inaczej, lub mieć specjalne tabelki. Zapytałem pewną panią doktor, o standard i jak się go liczy. Ot tak, wiedzy nigdy za mało.

Podawanie niektórych leków musi przebiegać ściśle pod kontrolą. Od tego są specjalne pompy (które, według głupiej wikipedii, są rzadko używane na blokach operacyjnych - no, ale trzeba wierzyć w informacje tam zawarte). Strzykawki, wkładane do takich pomp to, najczęściej, 50 ml krowy z gwintem, ale w nowocześniejszych pompach jest możliwość programowania nawet na 5 ml.

Jak wygląda rozcieńczanie? Zależy od leku

Adrenalina - 2 mg

Noradrenalina - 2 mg

Dopamina - 200 mg

Dobutamina - 250 mg

Wszystko dopełniamy do 50 ml.

Standard w przypadku A, NA i DA to przeliczenie:

m.c./10 x 1,5 [ml/h] (0,1 µg/kg/min dla A i NA lub  10 µg/kg/min dla DA)

Przykład: Pacjent waży 60 kg - "Standard" dla niego to:

6 x 1,5 = 9 ml/h

Dla dobutaminy (DX - Dobutrex) standard liczy się inaczej, bowiem rozcieńczenie jest inne:

m.c./10 x 1,2 [ml/h] (10 µg/kg/min)


Ps. W jednym z postów wcześniej napisałem, że pacjenta leczono ośmiokrotnymi stężeniami i dwudziestokrotnymi dawkami - co to znaczyło, już wszystkim wiadomo.

Obserwatorzy